Te pierniczki tuż po upieczeniu są twarde i suche. Miękną z czasem, najlepiej ozdobione lukrem. Idealnie nadają się do wcześniejszego wypieku, aby spokojnie poświęcić kilka wieczorów na ich pomalowanie.
20 dag miodu
10 dag masła
30 dag cukru
50 dag mąki
1 jajko
przyprawa do pierników
łyżeczka sody oczyszczonej
Trzy pierwsze składniki podgrzać w rondelku. Ciasto zagniatać na stolnicy, aż będzie elastyczne i przestanie kleić się do rąk. Wykrojone ciasteczka piec w temperaturze 180 stopni. Dekorować tym, co fantazja podpowie i smak doradzi.
I jeszcze przepis z łatwymi proporcjami – chyba nazwę go „Mój osobisty” (piekę wg niego pierniczki na choinkę od 2011 roku)
2 szklanki mąki pszennej
½ szklanki płynnego miodu
½ szklanki cukru pudru
Łyżka masła
½ łyżeczki sody oczyszczonej
Kopiasta łyżeczka utłuczonych lub zmielonych korzeni (cynamon, imbir suszony, wyłuskany kardamon, ziele angielskie, kilka ziarenek pieprzu, gałka muszkatołowa)
Masło, miód i cukier puder lekko podgrzewamy, gdy składniki będą jednolite i płynne odstawimy do lekkiego przechłodzenia. Dodajemy jajko, rozpuszczoną w łyżce letniej wody sodę, korzenie i siejąc przez sito mąkę. Wyrabiamy na jednolitą masę (można robotem, lekko je schładzamy – nie w lodówce! Warto pamiętać o włożeniu do każdego ciasteczka kawałka zapałki – po upieczeniu są zbyt twarde, żeby przygotować dziurkę do zawieszenia na choinkę.
